Historia która zaczęła się od frustracji z własnymi szafami
W 2019 roku siedziałyśmy we trójkę w małym mieszkaniu w Warszawie. Każda z nas miała pełne szafy. I każda czuła że nie ma co włożyć.
To brzmiało absurdalnie. Marta pracowała jako projektantka graficzna. Ola prowadziła małą firmę konsultingową. Ja byłam w trakcie przejścia z korporacji do freelancingu. Różne życia ale identyczny problem.
Kupowałyśmy rzeczy bo wyglądały fajnie na zdjęciach. Noszone raz dwa razy maksymalnie. Potem wisiały.
Zastanawiałyśmy się dlaczego tak się dzieje. Nie był to problem budżetu. Nie był to problem dostępności. Sklepy były wszędzie. Oferta ogromna.
Problem był w dopasowaniu. Większość ubrań była projektowana albo pod wyidealizowaną wizję albo pod maksymalną uniwersalność. Nic nie pasowało do rzeczywistego kontekstu w jakim się poruszamy.
Sukienka ładna ale krępuje przy siadaniu. Bluzka elegancka ale przegrzewa w biurze. Spodnie wygodne ale wyglądają jakbyś dopiero wstała z łóżka.
Zaczęłyśmy robić rzecz która wydawała się dziwna. Dokumentowałyśmy co faktycznie nosimy regularnie i dlaczego to działa.
Nie były to najdroższe ani najładniejsze rzeczy. Były to rzeczy które po prostu działały w naszych kontekstach. Nie krępowały. Nie wymagały ciągłego poprawiania. Pasowały do reszty garderoby.
I wtedy pomyślałyśmy że jeśli my mamy ten problem to pewnie nie jesteśmy same.
Marta wykorzystała swoje kontakty z branży tekstylnej. Zaczęłyśmy testować różne tkaniny. Nie interesowały nas te które wyglądają dobrze na wieszaku. Interesowały nas te które zachowują się dobrze podczas całego dnia.
Ola zajęła się testowaniem krojów. Siedzimy. Schodzimy po schodach. Sięgamy po coś z górnej półki. Jeśli coś krępowało przeprojektowywałyśmy konstrukcję.
Ja skupiłam się na estetyce. Chciałam żeby rzeczy były na tyle neutralne że łatwo się je łączy ale nie tak nudne żeby znikały.
Pierwsze prototypy dałyśmy znajomym. Poprosiłyśmy o szczerą opinię. Nie interesowały nas komplementy. Chciałyśmy wiedzieć co nie działa.
Feedback był brutalnie szczery. Niektóre rzeczy wracały z adnotacją "fajne ale guziki uwierają". Inne z "ładne ale się elektryzuje". Poprawiałyśmy i wysyłałyśmy ponownie.
Po roku testów miałyśmy pierwszą małą kolekcję która naprawdę działała. Ludzie którzy ją dostali zaczęli pytać gdzie mogą kupić więcej.
Nie jesteśmy dużą marką. Nie chcemy nią być. Pracujemy z niewielką grupą producentów którzy rozumieją co próbujemy osiągnąć.
Nie wypuszczamy nowych kolekcji co sezon bo sezon nam każe. Wypuszczamy je kiedy udało nam się rozwiązać konkretny problem kontekstowy.
Nasze rzeczy noszą kobiety które cenią funkcjonalność równie wysoko jak estetykę. Które nie chcą wyglądać jak wszystkie ale też nie chcą wyglądać dziwnie.
To jest dokładnie to czego same szukałyśmy cztery lata temu.
Jeśli coś wygląda pięknie ale krępuje podczas noszenia nie ma to dla nas wartości. Najpierw musi działać potem może wyglądać dobrze.
Nie projektujemy na papierze ani na ekranie. Każdy element przechodzi testy w warunkach w jakich będzie faktycznie używany.
Nie obiecujemy że zmienisz życie kupując ubranie. Obiecujemy że będzie Ci w nim wygodnie i że będzie współpracować z resztą Twojej garderoby.